Zakończenie sezonu – jak to wygląda z drugiej strony lady

Zakończenie sezonu – jak to wygląda z drugiej strony lady

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Lato nas rozpieściło w tym roku! Temperatura dokazywała, słońce świeciło nieustannie, nic tylko leżak i nad Wisłę. Tak też  spędziliśmy cały sezon wiosenno-letni, z dobrą pogodą i dobrym street food-em. Dla nas ten sezon już dobiegł końca…niestety :( Zerknijcie na zdjęcia i wspomnienia TUTAJ.

12002833_894333037311988_5437042347916533388_nChciałem podsumować te jakże intensywne pół roku, gdzie poznałem ciekawych ludzi i spróbowałem przepysznych potraw, o których nawet nie słyszałem. Wspaniali wystawcy pochodzący z wielu zakątków świata, pokazujący oryginalne dania street food. Począwszy od polskich, a skończywszy na daniach koreańskich, amerykańskich, wenezuelaskich, brazylijskich, tajskich czy moim arabskim falafelu. Nie zliczę wystawców i dań, godzin przegadanych przy pysznych mrożonych herbatach, czy na wymyślaniu nowych dań fusion z Patrickiem, Inessą i Rybkami. Nasza kreatywność była ćwiczona codziennie :)  robiliśmy falafela np. nadziewanego świeżym dorszem, czy z kimchi, lub latynoskiego z awokado i serem!

Oprócz gotowania, najlepszą częścią tego czasu jest kontakt z klientem, a raczej z  gościem, którego zapraszam do mojego małego kulinarnego świata. Opowiadanie o potrawach, o ‚magicznej’ różowej piklowanej rzepie w burakach, o którą każdy pyta:) Choć największą chrapkę na nią mają małe dziecie, cukierkowy kolor przyciąga! Swoich wiernych fanów zyskała też świeża pita, którą wyrabiam na miejscu i wypiekam na armeńskim piecyku – saj [sadż]. Wśród najmłodszym chlebek zyskał miano ‚naleśnika’, a ja zostałem okzyknięty jako Pana Hummus i Pan Miś :) Swoją drogą do tej pory zastanawiam się skąd wziął się Pan Miś…

12039588_893888444023114_1238312353222040923_nWszystkie miłe słowa na temat mojego jedzenia, komplementy i zapewnienia, że jest to najlepszy falafel jaki jedli – bezcenne! Godziny i dni przygotowywań przed weekendami zostały nagrodzone Waszym uznaniem i pomrukiwaniem :) oj z sentymentem będę wspominał te długie słoneczne dni i wieczory na Placu Zabaw po targach ;) Udało mi się nawet przekonać wielu mięsożerców, którzy na wieść o bezmięsnym daniu odwracali głowę w poszukiwaniu mięsiwa ;) Później sięgnąłem też do moich korzeni i przedstawiłem nowe mięsne dania, takie jak Kibbe i Beiruti, które okazały się totalnym hitem! Serwuję je na kateringach, bo nie dość, że poręczne do jedzenia, to też idealne do dzielenia się!

Idea targów kulinarnych rozpowszechniła się na dobre. Takie miejsca są nie tylko dobrą wymówką do wyjść i spotkań z przyjaciółmi, ale też miejscem do nawiązywania nowych znajomośći, poznawania swojego podniebienia i nowych kulinarnych zakątków. Wiem jak ważną częścią życia są takie projekty dla wystawców, dlatego wspierajcie takie akcje i ludzi, którzy gotują dla was z sercem.

Większość letniego czasu spędziłem na dokarmianiu warszawiaków nad Wisłą:) Muszę przyznać, że współpraca z takimi ludźmi jak Iza i Dominik była najlepszą jakiej doświadczyłem w czasie mojej kulinarnej wędrówki. Partnerskie podejście, profesjonalna miła obsługa, oby więcej takich ludzi! Dla mnie Slow Market, to fajne miejsce, wspaniali ludzie bez zadęcia, przyjaźni wystawcy i przede wszystkim pyszne jedzenie. Byliśmy też na Slow Fashion na Narodowym, a kolejnym przystankiem mapie Slow jest Slow Weekend w Soho w grudniu – będzie się działo!

A co teraz? dobre pytanie…tak Wam posmakowało moje jedzenie, że zacząłem już na poważnie zajmować się cateringiem, gotowaniem na prywatnych imprezach, pojawiłem się też w kilku warszawskich kooperatywach, nagrywam video-przepisy i być może otworzę jakąś małą knajpkę lub food truck – no ale to są jeszcze plany… Trzymajcie za mnie kciuki! I do zobaczenia :)

11993279_1617717401814028_1347369140222460159_n

Zostaw odpowiedź


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×